Pontikos podróżuje - siedem cudów świata i dalej - Daleki Wschód, Chiny, Indie, Japonia, Wietnam, Kambodża
17 lutego 2009
Izrael: The Holy Land Crusade 2009 - part II
W Państwie IZRAEL są trzy dni wolne.
Pierwszy wolny dzień to piątek - obchodzą go wszyscy Muzulmane- zamykają swoje knajpy , kebab-hałsy i kafeje. Wtedy muezin z minaretu o zachodzie słońca obwieszcza FINITO. Arabowie zamykają okiennice i zajmują się dlugo i namietnie swoimi żonami. tyloma, na ile ich STAĆ - bo mogą sobie wziąć TYLKOv tyle, na ilu żen utrzymanie ich stać - to nie jest taka ot, samowolka, kto sobie ich po prostu więcej nagrabi :)
Drugi dzień wolny to sobota. wiadomo- szabas. W ten dzień każdy pobożny Żyd nie wychyla nosa z domu, nawet nie wspominając o prowadzeniu jakiegoś biznesu. Wtedy wszystkie wylotówki z miast obstawione są przewoźnymi kramami z kwiatami.. Strumienie, gąszcze, strugi kwiatów na ulicach.. Każdy pobożny Żyd w szabas przystraja swój dom kwieciem. w piatek wieczorem, o zmroku, zamiera cały Izrael.. Zamierają ulice, dworce, nie jeżdżą autobusy, samochody.. Do niedawna NIE WOLNO było w Szabas wyjeżdżać nawet karetkom pogotowia i Straży Pożarnej, jednak Kneset po długich obradach zezwolił w końcu na to ustępstwo.
Trzeci dzień wolny to niedziela. Obchodzi go aż całe 2% populacji Izraela - jednak w tym państwie słowo WIERZĘ oznacza ZAWSZE: PRAKTYKUJĘ !!!
Więc są tam takze całe dzielnice chrześcijańskie, które zamierają handlem w niedzielę. Ale no problem, zawsze mozna przejść się na kebab do Araba :) Oczywiście tylko koszerny.
Wszysko musi być dopasowane - Arab, Żyd, Chrześcijanin (nie katolik!!) egzystują we wspólnej stazie, która przypomina dobrosąsiedzkie stosunki trzech kolesi siedących tyłkami na tym samym, gorącym wulkanie. Póki żaden z nich się nie sparzy, wszystko działa jak trzeba..
Czwartą siłą są Palestyńczycy..
15 lutego 2009
Izrael: The Holy Land Crusade 2009 - part I
Mieszkalem tydzień w Ziemi Świętej.
Niektórzy nazwywają to miejsce na Ziemi IZRAELEM.
Mieszkalem tydzien w Betlehem (Betlejem) - tam, gdzie narodził się pewien człowiek: dla jednych po prostu kolejny prorok, dla innych bardzo mądry i dobry Rabin, dla jeszcze innych, których w Izraelu jest zaledwie 1%, wcielenie Boga Żywego na Ziemi.
Przez tydzien wlóczyłem się po miejscach, w których nauczał, gdzie dzielił chleb i ryby, dotykalem miejsc, w których w wino wodę zamienial. Plywalem po Morzu Galilejskim, widzialem zburzone mury Jerycho, widzialem umierające Morze Martwe...
Ale mieszkałem tydzień w GETTCIE. Autonomia Palestyńska Betlehem to DOKŁADNIE to samo, co getto warszawskie.
Teraz Izraelscy Żydzi robią DOKŁADNIE to samo Arabom, co Hitlerowcy robili Żydom w gettach. NAwet lutowe plakaty wyborcze posługują się tym samym sloganem, co Hitler w latach 30-tych: TRZEBA WRESZCIE ROZWIĄZAĆ KWESTIĘ ARABSKĄ!
Betlehem to skrawek ziemi niczyjej, POZA państwem Izrael. jest w samym centrum tego państwa. Ma rozmiary 5 na 15 km. Otoczone jest betonowym murem, wysokości 10m, na którym są co 30 m wieżyczki strażnicze. Żaden Izraelczyk nie ma prawa wjechać na teren Autonomii, chyba że z misją wojskową. Żaden Palestyńczyk niema prawa wyjechać z Autonomii.
Jeśli już musi, np. jest zatrudniony w oddalonej o 5 km Jerozolimie (Jerusalheem) musi posiadać przepustkę, na której ma wypisane, dla kogo pracuje, gdzie dokladnie, i w jakich dniach. Jesli zostaje zlapany gdzie indziej, czapa.
Brama ze stali do Jerozolimy.. (może to Ósma Brama Jeruzalem??) Dookoła mur z wieżyczkami strażników.. I TRZY budki kontroli granicznej po drodze. A to jeszcze była droga tylko dla personelu dyplomatycznego i prasowego.
Ja sam, kazdego dnia, przekraczajac granice MURU, codziennie musialem odpowiadac na kilkanascie wciaz tych samych pytan.. Dla kogo pracujesz? Kogo znasz tu i tam? Dlaczego jestes w Izraelu? Czy ktos ci cos przekazal? Czy umiesz obslugiwac karabin UZI?
Autonomia Żyje! A samochody z takimi żółtymi rejestracjami mają ZAKAZ jeźdżenia po terenie Izraela. Mogą jeździć po dzielnicy 5x15km. Całe życie
Ziemię świętą przejechalem, przewędrowalem z pewnym Franciszkaninem, który mieszkał już tam poonad osiem lat. Kurzył jak ruski czołg, psikal zakatarzony grypą - bo to środek zimy przecież - tylko 15 stopni rano :) Zelówki tenisówek zdarły mi się kompletnie, tak że połowę drogi przewędrowalem praktycznie boso. Niesamowite wrażenie, czyć pod bosymi stopami te same miejsca, kamienie, po których stąpał pewien rabin z Nazaretu niecałe 2 tysiące lat temu..
A czy wiecie, że w Ziemi Świętej nie obowiązuje piątkowy post? To zbyt świeta ziemia, by na niej pościć.. Każdy, kto odbędzie do niej pielgrzymkę, dostaje zupełne odpuszczenie grzechów, jakie by one nie były.. Warto w takim miejscu zrobic w ciszy i spokoju przegląd własnego życia.. Niektorzy nazywają to rachunkiem sumienia..
Więc w ciszy sumienia przeglądałem tam to, czego żałuję, co chciałbym zrobić inaczej, czego nie powinienem zrobić w swoim życiu. Jest tego trochę. Ale trzeba być Bogiem, żeby w momencie decyzji wiedzieć, czy to będzie dobre, czy złe..
Przy okazji oczywiście z dwoma klerykami wloczylismy sie po ortodoksyjnej zydowskiej dzielnicy, gdzie w szabas wolno wychodzic tylko w rudej, futrzanej lisiej czapie, wdepnelismy na izraelska zadyme i nawiedzona nauczycielke ze Slwacji (2 lata in Israel), Widzielismy wszystkie Siedem Bram Jerozolimy (wraz z ósmą, Złotą Bramą, zamurowaną od czasów powstania murów, by w Dzień Sądu być otwartą..
Widzieliśmy setki miejsc, zarzeń, które są tak podporzadkowane w Izraelu religii, jak cena sera w naszym supermarkecie. Po prostu zamawiasz, nie patrzysz na nią. To samo jest tam - w Izraelu, wszystko o czym powiedzieli Prorocy, po prostu JEST. JEST powiedziane i takim zostaje do końca świata.
I widzialem grob Izaaka, i widzialem groby wielu prorokow. I widzialem Ostatnia Sciane Swiatynii, ktora niektorzy nazywaja Sciana Placzu. Czulem pod dotykiem dloni jej cieplo i moc miliardow modlitw, kazdej innej, kazdej skupionej na tych kilku kamieniach..
I widzialem swiętą Torę w bibliotece, i widziałem strażnika biblioteki z UZI, w koszulce z oczami ninja na plecach, siedzącego i czytającego psalmy. A zupełnie nad nim, po górnych deskach regałów biblioteki, spacerowały golebie.. I dostalem od starego, pejsatego, siwego Zyda w bibliotece swieczke, ktora mam zapalic w domu dla rodziny. Na szczescie.
Ziemię świętą przejechalem, przewędrowalem z pewnym Franciszkaninem, który mieszkał już tam poonad osiem lat. Kurzył jak ruski czołg, psikal zakatarzony grypą - bo to środek zimy przecież - tylko 15 stopni rano :) Zelówki tenisówek zdarły mi się kompletnie, tak że połowę drogi przewędrowalem praktycznie boso. Niesamowite wrażenie, czyć pod bosymi stopami te same miejsca, kamienie, po których stąpał pewien rabin z Nazaretu niecałe 2 tysiące lat temu..
A czy wiecie, że w Ziemi Świętej nie obowiązuje piątkowy post? To zbyt świeta ziemia, by na niej pościć.. Każdy, kto odbędzie do niej pielgrzymkę, dostaje zupełne odpuszczenie grzechów, jakie by one nie były.. Warto w takim miejscu zrobic w ciszy i spokoju przegląd własnego życia.. Niektorzy nazywają to rachunkiem sumienia..
Więc w ciszy sumienia przeglądałem tam to, czego żałuję, co chciałbym zrobić inaczej, czego nie powinienem zrobić w swoim życiu. Jest tego trochę. Ale trzeba być Bogiem, żeby w momencie decyzji wiedzieć, czy to będzie dobre, czy złe..
Przy okazji oczywiście z dwoma klerykami wloczylismy sie po ortodoksyjnej zydowskiej dzielnicy, gdzie w szabas wolno wychodzic tylko w rudej, futrzanej lisiej czapie, wdepnelismy na izraelska zadyme i nawiedzona nauczycielke ze Slwacji (2 lata in Israel), Widzielismy wszystkie Siedem Bram Jerozolimy (wraz z ósmą, Złotą Bramą, zamurowaną od czasów powstania murów, by w Dzień Sądu być otwartą..
Widzieliśmy setki miejsc, zarzeń, które są tak podporzadkowane w Izraelu religii, jak cena sera w naszym supermarkecie. Po prostu zamawiasz, nie patrzysz na nią. To samo jest tam - w Izraelu, wszystko o czym powiedzieli Prorocy, po prostu JEST. JEST powiedziane i takim zostaje do końca świata.
I widzialem grob Izaaka, i widzialem groby wielu prorokow. I widzialem Ostatnia Sciane Swiatynii, ktora niektorzy nazywaja Sciana Placzu. Czulem pod dotykiem dloni jej cieplo i moc miliardow modlitw, kazdej innej, kazdej skupionej na tych kilku kamieniach..
I widzialem swiętą Torę w bibliotece, i widziałem strażnika biblioteki z UZI, w koszulce z oczami ninja na plecach, siedzącego i czytającego psalmy. A zupełnie nad nim, po górnych deskach regałów biblioteki, spacerowały golebie.. I dostalem od starego, pejsatego, siwego Zyda w bibliotece swieczke, ktora mam zapalic w domu dla rodziny. Na szczescie.
26 września 2007
Grecki kontrakt: Kalinichta ;D
Wredne greckie powiedzonko :) ...pierwszy raz mi sie je udalo przetlumaczyc - ten grecki idiom tak ladnie na polski z rymem, wiec sie pochwale, a co mi tam :D
"Kalinichta, kise mu tin nichta"
czyli:
"Dobranoc, pocałuj mnie tam gdzie najciemniej, tak na noc" ;)
Zegnaj Grecjo - mam Ciebie dosyc na najblizsza pieciolatke :)
"Kalinichta, kise mu tin nichta"
czyli:
"Dobranoc, pocałuj mnie tam gdzie najciemniej, tak na noc" ;)
Zegnaj Grecjo - mam Ciebie dosyc na najblizsza pieciolatke :)
20 czerwca 2007
Grecki kontrakt: PERIMENETE', TI ELLINIKA MILIATE'!
Niech pan poczeka, poudaje Greka :D... Jezyk grecki jest bardzo latwy. Wbrew pozorom. Pozory sa mylace, byc moze kazdemu sie wydaje ze przez te pokrecone literki (alfabet GRECKI [Grecja, Rosja, Sredniowieczna lacina], nie LACINSKI - jakim posluguje sie obecnie wiekszosc Europy) W koncu, jak by nie patrzec, w duzym uproszczeniu, poslugujemy sie wspolczesnie zmodyfikowana greką! [dimotikI] :) Ktora jest "popularna" wersja greki klasycznej, literackiej [katharEvoussa], w ktorej strofy skladal Homer i inni Wielcy... Ciekawostka - w strofach Homera (nie amerykanskiego piwosza Homera Simpsona, tylko antycznego artysty), od rymu w wierszu wazniejsza jest strofa akcentowa, nie RYM, jak u nas (czyli cos w rodzaju MELODII, dzieki ktorej da sie spiewac melodyjnie utwór calkiem NIERYMOWANY!)! Ciekawostka druga - to to, ze w Grecji praktycznie od zawsze istnialy DWA jezyki: literacki i ludowy. Roznily sie prawie tak, jak dla nas np. czeski i słowacki! (my, Polacy, rozumiemy oba, tak jak Grecy swoje, ale musimy przez chwile przestawic percepcje i słownictwo) Jesli ktos uczyl sie w Liceum łaciny, ten zauwazyl, ze wiele wyrazow greckich, ba, wrecz angielskich albo niemieckich jest podobnych do laciny... Ale dlaczego? Bo rozpelzajaca sie po Koloniach Rzymu Cezarów ["Alexander", "300"] admnistracja Imperium Romanum wprowadzila jako jezyk urzedowy łacinę na obszarze większym niż nawet dzisiejsza Unia Europejska. Na kilkaset lat. Po dwoch tysiacach lat regionalne wplywy historyczne i kulturowe doprowadzily w koncu do lokalnych zmian w jezyku, fonetycznych i gramatycznych, i tak "powstaly" wspolczesne jezyki: angielski, niemiecki, francuski, włoski, hiszpański, portugalski, jezyk wysp Dodekanozu [Simi, Rodos, cypr] wreszcie (tu az 500 lat wpływów arabskich!). Powiesz- to są inne języki? Ale wystarczy spojrzec chocby na pierwszy z brzegu wyraz: NOC - naht (niem.), night (ang.), noun (fr.), nihta (gr.), [?..] (lat.) W kazdym z jezykow nazwa ta BRZMI bardzo podobnie - czyzby przypadek, albo zbieg okolicznosci? (gorzej jest z poprawnym zapisem :) Nie - wszystkie modyfikacjie pochodza od JEDNEGo jezyja- greckiego. Przykladow mozna by przytoczyc stado, ale kto ciekawy, ten sam je potropi - GOOGLE Twoim przyjacielem :) k Jeszcze jedną interesujacą ciekawostka jest to, ze j. grecki, jako jeden ze starszych jezykow, jest jezykiem czesciowo intonacyjnym ( tak jak jezyki Wschodu: japonski, chinski, koreanski) - czyli gdzie ten sam wyraz, inaczej zaakcentowany, znaczy kompletnie co innego! np. Stawros (imie), ale Stawros - nazwa miasta :) Ale niema sie co martwic - w j. polskim wyraz ZAMEK ma az cztery znaczenia, nie rozroznialne akcentem, a jedynie kontekstem zdania!! (Albo np. potoczny arabski, gdzie samoglosek nie pisze się WOGÓLE, są w tekscie domyślne i trzeba po prostu wiedziec gdzie występują w danym wyrazie! Albo w polskim, piszemy "szła", zamiast "ona szła" - bardzo trudne dla nie-Polaków!) Dlatego twierdze, ze j. grecki jest latwy do nauki. Tak jak angielski ("she goes"). Jest gramatycznie bardzo regularny, prosty skladniowo i mozna w nim tworzyc skomplikowane znaczenia za pomoca kilku prostych wyrazow: np. machieropiruni - sztucce, a dokladnie "machieri"-noz, i "piruni"-widelec = po polsku sie tak latwo nie da, noz to noz, widelec to widelec, sztucce to sztucce :) (albo jak w angielskim, np. tin opener) jesli znasz angielski (gramatyka, leksyka) i kumasz nieco łacinę, a przy okazji wbijali Tobie do glowy w szkole rosyjski (uzywane w liturgii prawoslawnej literki grekokatolickie, ktore przetrwaly do dzis w pismie potocznym! :D), to j. grecki Sam Tobie do glowy wlezie, ani sie nie spostrzezesz! :) Jeszzce fajniejsze w tlumaczeniu sa idiomy - nie dosc ze maja melodie zdania, ze sie rymuja w dimotiki, to maja melodie w katharevoUsa! np. "KalinichtA, [pocalujcie wszystkich] tin nihtQ!" (dosl., dobranoc, pocalujcie wszystkich tam gdzie slonce nie dochodzi (IDIOM;dobranoc, pchly na noc, pocalujCiE wszystkich w dupCIE)! Ja, po trzech tygodniach pracy w hotelu, jestem w stanie biernie zrozumiec ponad polowe rozmowy dwoch osob, a takze samodzielnie ulozyc (nie przez wyuczone zwroty ze slowniczka) i powiedziec kilkuwyrazowe proste zdania po grecku. Co prawda jest to jeszcze nieco polamana Greka, z elementami gramatyki, ale dla Grekow zrozumiala w pelni. A przed turystami moge sobie spokojnie poudawac Greka :) Tym bardziej, ze z fryzury i karnacji podobny jestem nieco do Greka z Tracji, a nawet lapie sie ostatnio na tym, ze ze z racji stanowiska, tlumaczac np. zadania do zrobienia Belgowi {lifeguard, ktory nie zaposiada kąpielówek!), najpierw mysle: Borite [pozbierac] plastikho kutalaki, kalamaki, potiriaki kie paralia, se katharizi tasaki kie filia jiro piscina , a pozniej mysle i szukam jak to powiedziec po angielsku ((pick up plastic spoons, slomki [!] and cups on the beach, next clear [popielniczki] and pick up leafs around swimming-pool) - komus, kto mowi glownie po francusku :D I czasem brakuje mi slow po angielsku, ktore znam po grecku. :) Wiec wracam poudawac Greka! :D Co proste jest, CND.
18 czerwca 2007
Grecki kontrakt: ECHI KONDA AERODROMIO
Gdzies tu blisko jest lotnisko... We wtorki, czwartki i piątki nad hotelem od szostej rano do poznego popoludnia z regularnoscia zegarka, rowno co 6 minut, podchodza do ladowania samoloty. Kiedy samolot sobie ot tak, zwyczajnie leci, zaden problem, ale kiedy bydlak ma za pare kilometrow ladowac, jest nizuitko i wyje jak blaszany potepieniec, wytracajac predkosc nad glowa.. W te dni czuje sie jak mieszkaniec Berlina Zachodniego, gdy postawiono mur berlinski - nawet wode i wegiel dostarczano droga powietrzna.. Tu i teraz, z podobna czestotliwoscia dostarcza sie wciaz i wciaz nowych cosmo :) Biznes is biznes, mieszkalem kilkanascie lat praktycznie przy ssamych torach, ktorymi smigaly expresy Berlin-Moskwa. Mozna sie przyzwyczaic.
Grecki kontrakt: Hunting high and low :)
Jestem w w tym hotelu Wielkim Lowczym. Znaczy, lowie z basenu roznosci. Slomki, kubki, lyzeczki, pety rzucane do wody przez szpanujacych przed laskami macho, albo kamienie wrzucane przez dzieci to codziennosc. Dzis jednak wylowilem z dio piscina dwie karty do gry role-playing, guzik od eleganckiej koszuli czterodziurkowy, tytulowa strone wczorajszego TIMES'a, oraz martwa wrone sredniej wielkosci. Plywala sobie wzdęta, pasywnie, na powierzchni. I taka mnie refleksja naszla - ludkowie wrzucaja do basenu rozne rzeczy, a pozniej przychodza ze w tej wodzie kapac. Znaczy, sami szczaja w swoje gniazdo. Chyba ze ten ham, co podpity pety wrzuca wieczorem, idzie rano plywac w drugim basenie. I tak tez sobie mysle, zupelnie z innej beczki, ile litrow basenowej wody trzeba, zeby rozcienczyc bezpiecznie gnijaca, zdechla wrone? :) Przyjmujac ze taka zdechla, rozkladajaca sie wrona zajmuje nawet litr wody, to Drugi Basen ma pol MILIONA litrow wody, a Duzy Basen miesci prawie POLTORA MILIONA litrow wody, ktore system oczyszczania (grawitacyjny, chemiczny i biologiczny) potrafi calkowicie oczyscic w ciagu trzech dni, to do ktorego basenu Panstwo weszli by bez oporod najpierw, i kiedy?:) Acha, zapomnialbym. By zachowac krystaliczna czystosc wody, system kontroli PH i dozowania, wpuszcza do wody na dobe prawie 40 litrow stezonego podchlorynu potasu, 15 litrow utleniacza, ktory nieopatrznie rozlany wyzera zolte dziury w asfalcie, oraz 5 litrow alga-killera, ktorego skladu nawet boje sie cytowac :) Ale nie martwcie sie, hotel jest czterogwiazdkowy, w tanszych nie maja zadnego systemu ciaglego dozowania - wala noca podchloryn wprost z beczki do basenu :) Nie radze w takim plywac do rana. Szkoda skory. Mam na dloniach zole plamy od nalewania podchlorynu do beczki dozownika ;)
17 czerwca 2007
Grecki kontrakt: JA SU!
Siema :) Grecy gdy sie witaja, i chca szie powitac silnie i serdecznie, witaja sie glownie glosem, nie tak jak my, gestem. Powitanie jest tym serdeczniejsze, im glosniej wyrazasz swoje kalimera, tikanis?, albo odpowiadasz ja su, kala!. Zwykle kiwniecie z szacunkiem glowa, czy wesole pomachanie na powitanie reka moze byc odczytane wrecz za gburowatosc. W Polsce gdy chcemy kogos powitac z zazyloscia i serdecznoscia, mezczyzni sciskaja sobie dlonie, kobiety caluja sie lub obejmuja. Tutaj, w Grecji nikt nikomu reki nie podaje i nie obcalowuje wzajemnie, natomiast wszyscy usmiechaja sie do siebie szeroko i glosno zycza sobie milego dnia! Co dziwne, nawet jesli kogos widzisz po raz piaty tego samego dnia, warto rzucic zwykle ja su!, takie tutejsze siema :) I jeszcze jedna ciekawostka - w Polsce spotykajac grupke osob, witasz sie z tym kogo znasz, pozniej ewentualnie z nieznajomymi. Albo i nie, bo przeciez ich nie znasz. Tutaj natomiast zawsze rzuca sie w tlum glosne i radosne jas jas!, czesc wam! Witamy sie po prostu ze wszystkimi od razu, nikogo nie wyrozniajac ani nie pomijajac! I juz. Pozniej czasem jest z kolei smiesznie, bo ktos nieznajomy na ulicy mowi Ci ja-su! :) Pamieta Cie po prostu z ostatniego spotkania, wiec jestes juz jego znajomym! Wiec warto taka znajomosc podtrzymac! W ten sposob zna sie ze soba nawzajem pol Grecji :) Co jest czesto bardzo przydatne, zeby np. cos zalatwic, czy uzyskac pomoc, bo znajomosci i towarzyskie zaleznosci maja tu wielkie znaczenie, prawie tak jak u nas za Komuny, tylko w pozytywnym sensie! :) Grecy w ogole sa bardziej "stadni" niz Polacy, ale to juz inna historia..
16 czerwca 2007
Grecki kontrakt: PAME NA PETALOUDON
Jedziemy do Motylowa :) Mowisz RODOS - kojarzysz: a, surfing, geje i motyle :) Z pierwszego nie korzystalismy jeszcze, druge jakos mnie nie pociaga, wiec postanowilismy grzecznie pojechac ogladac motylki :) Oczywiscie stopem, jako ze bilet z Rodos kosztuje 5 EUR w jedna strone, a wolelismy za to kupic 48 piw :) i oczywiscie od razu klimat szalony, bo podrzucil nas dziadek, zdezelowanym Nissanem, z popekana w cholere i poklejona tasma klejaca przednia szyba, a ktory na tylnich siedzeniach mial mase okrutnie kiczowatych odpustowych obrazkow jak z komixow, malowanych na szkle, lustrze, i czym tam jeszcze szklanym wypadlo :P Po drodze do Motylowego Wawozu (Valley of Buterflies) mijamy bardza fajna farme zwierzakową (4 EUR), gdzie mozna poogladac sobie strusie, osiolki, przejechac sie na wielbladzie (5 EUR), pokarmic kukurydza (1 EUR) wszystkie zwierzaki, a na odchodnym nieopodal, gratisowo skosztowac (a takze zanabyc) przepysznego wina w lokalnej faktorii! Wiec na miejscu za jedyne 5 EUR wstępujemy do malowniczego wąwozu, niczym z chobbicich opowieści Tolkiena, pelnego tajemniczych powykrecanych drzew, glazow poprzecinanych strumieniami... Czasami bystre oko dostrzerze kraba slodkowodnego, albo malego ptaszka-skaczaszka z krotkim ogonkiem, ktory po skalach skacze i wciska sie w kazdy zalom skalny by wydlubac jakies smakowite robactwo, albo tez napotkac nawet jakiegos dorodnego suwaka :) - znaczy, szarego jaszczurka dlugigo na łokieć, a na skale sie wygrzewajacego :)
..Tolkienowo bylo..
Samych motyli w Dolinie motyli bylo tak ligo-ligo, czyli troche-nieco, jako ze o tej porze zaczynaja sie dopiero pokazywac - znaczy, przepoczwarzac w postac dorosla - imago. Miejscowoi sugeruja wycieczke na przelomie lipca i sierpnia, kiedy motyli jest zatrzesienie, sa jeszcze chetne do latania, a z powodu tego czym sie wszystkie one do kupy zywia, caly wawoz pachnie tajemniczo i zywicznie, podobno jak nawa koscielna pelna kadzidla..
..Gdy siedzi, sprawia niepozorne wrazenie, lecz w locie jest malowniczy..
Na samym koncu pnacego sie dzielnie w gore schodkami wawozu stoi kosciolek, na ktorego podworzu jest bardzo klimatyczna tawerenka :) Na prawde warto podejsc od kasy jeszcze te 20m, i dac sobie spokoj z Oficjalna Parkowa Knajpa. Gdy zasiądziemy w kamiennych ławach przy kosciółku, zamawiając tradycyjna grecka przegryzke - bardzo gesty jogurt z miodem i orzechami, albo sok pomaranczowy wyciskany "na zywo" z pomaranczy roznacych na podworku, gratis dostajemy niesamowity widok z panoramą na pół Wyspy! :)
..Motyl tez czasem ma ochote na piwko..
..I trafil nam sie motyl-piwosz, przysiadły na puszcze i zapuszczający swoja trabke, nawykla do spijania nektaru, wprost do puszki z chlodnym piwem... Takie zycie motyla w Petaloudes :)
..Hobbit, czyli w gore i na dol..
14 czerwca 2007
Grecki kontrakt: TI SINEWI? KALOKIERI! :)
Co sie stalo? Lato przyjechalo :) A poczatek lata w hotelu charakteryzuje sie tym, ze zamiast niemieckich i szwedzkich, spokojnych parek z pieciolatkami, zaczynaja przyjezdzac angielskie nastolatki chlejace na plazy i rzucajace pety do basenu, by zaimponowac swoim laskom: macho jestem, mam wielkie cohones, nonszalancko rzucam pety do basenu i wypilem cwiartke ginu z butelki :) Hotel na razie idzie na pol gwizdka, na dostepnych 1300 miejsc zajetych jest na razie ok. 530, ale przybywa codziennie nowych otomas. Widze to juz po wzroscie ilosci smieci w basenach :D Pojawiaja sie pierwsze niesmiale, a zatopione w toni wodnej plastikowe kubki, paczki papierosow, lyzeczki od lodow i gumy do zucia. Ciekawe czy ci ludzie u siebie w domu tez rzucaja gume do rzucia na podloge. Jesli tak, to musza miec miekko i lepko :D Stawiam zaklad o 10 eurocentow, czyli pusta butelke od piwa, ze jednak tak. No bo jesli u dwoch mlodych Austriaczek, ktore tez sa tu na kontrakcie, nie mozna przejsc podlogą, bo zasciela ja wszedzie wszystko, lacznie z bluzkami, ubraniami, puszkami po piwie, petami, kosmetykami, bielizna i innymi bambetlami, a w pokoju niemieckich animatorow z TUI obie komory zlewozmywaka sa wypelnione po brzegi puszkami po piwie, wanna jest w poziome paski, a podloga wyglada podobnie jak u Austriaczek? :) Wsrod tego wszystkiego wala sie laptop ASUSa za dobre osiem tysiakow i cyfrowa lustrzanka. Ale przed turystami wszyscy wygladaja pieknie, schludnie, czysciutko i profesionalnie na wysoki polysk jak cholera. Jak na pieciogwiazdkowy hotel przystalo :P
Grecki kontrakt: EGO DULEWE TIN konserwator linii brzegowej :D
Jak to po grecku napisac? :) No dobra. Jestem tu jako jedyny na swiecie elektryk zatrudniony do konserwowania linii brzegowej :) Lubie tą robotę. Nie kurzy się. I ludzie 'dzien dobry' pierwsi mówią :P Mam wielce odpowiedzialna prace. Strzege porzadku w magicznym miejscu, na styku wszystkich czterech zywiolow!! :)
- Ziemia - wnoszona jest podstepnie przez cosmo na stopach do wody
- Powietrze - wiatr przynosi piasek i liscie
- Ogien - zar z nieba przyspiesza gnicie lisci, serwetek i glonow
- Woda - gdyby nie ona, ktora laczy wszystko, nie mial bym pracy :D
- i Zycie - Piaty element, ten ktorym wlada Czarodziejka Whirl z W.I.T.C.H. :D Bakterie i turysci. Uwielbiaja moja linie wodna :)
..Linia brzegowa: przed i po konserwacji...
Wiec tak sobie powoli jiro-jiro w kolko-dookola kraze wokol basenu, zbierajac listki, czasem podlewam z weza karekles - lezaki tez lubia miec czysto, zwlaszcza kiedy cosmo porozlewaja coca-cole, ktora nie wyglada zbyt dobrze na bialym marmurze :) Zwlaszcza z przylepionymi martwymi mrowkami. No wiec tak sobie kraze, jiro-jiro dookola megali piscina i sprawiam, ze hotel nadal zasluguje na swoja piątą gwiazdkę :)
..Yorgos operuje Nero-Skupą na dio piscina ...
I tak sobie pomyslalem, ze taki wyjazd, to jest jednak dobry wybor. Ze zamiast siedziec w ciasnym, zimnym zawsze, a dusznym latem Londynie, zamiast robic za Murzyna na budowie, i gdzie byle Polak podprowadzi Ci gazete w metrze, gdy sie zdrzemniesz, wybralem Rodos. Szesc miesiecy legalnego kontraktu, z ubezpieczeniem IKE, za te same pieniadze, osiem godzin pracy (i nikt mi nie mowi, ze musisz zostac po godzinach i cos zrobic, bo pilne!) z osmiogodzinna przerwa w srodku pracy na opalanie i zwiedzanie wyspy, ze stawka 9 euro oplaty za trzy posilki dziennie i 25m apartament z dwoma tarasami, to to co mi odpowiada. Podobaja mi sie takie polroczne wakacje, za ktore mi placa kase, za ktora moge przezyc pozostale pol roku :D Na prawde nie potrzebuje niczego wiecej. Samochod sprzedalem (pocóż mi na wyspie, dlugiej na 50km, ktora autobus przecina całą co pol godziny? Laptop mam polizingowy, do ogladania filmow i poklikania w Necie wystarczy z zapasem, komorke chcialem zmienic, ale na razie nie wyprodukowali takiego modelu, ktory zaspokajal by moje potrzeby, a byl lepszy od tego, ktory mam obecnie, wiec poczekam. Muzy slucham z kompa i telefonu, bo porzadnie graja, a nie potrzebna mi szpanerska wieza z badziewnym DSP mrugajaca swiatelkami jak ruska choinka. Mieszkanie wlasne mam, a nawet 1,5 mieszkania. Wystarczy. Budowac sie nie zamierzam - to zbytnio wiaze czlowieka z miejscem. Wole sie wiazac z ludzmi, niz miejscami. Podrozuje i odpoczywam w miejscach w ktorych pracuje. Więc czego mi wiecej trzeba, co by mnie zmuszalo do zarabiania wiecej pieniedzy, niz potrzebuję?
13 czerwca 2007
Grecki kontrakt: PAME NA RODOS
..Tutaj kiedys stal Kolos Rodyjski - jeden z Siedmiu Cudów Świata...
..Kościół chrześcijański i meczet Sulejmana Wielkiego. 15 metrów od siebie? Oddzielone fosą..
..Hogwarth? ;) Nie, zamek Jonannitów, pozniej znanych jako Kawalerowie Maltańscy...
..Po prostu jedno z podwórek. Niesamowicie mieszkać w mieście które ma 2500 lat..
..Prosehie, skilos! AjSkylos! :D
12 czerwca 2007
Grecki kontrakt: FIESTA APO PANO
Impreza na wysokim poziomie :) Onegdaj, czyli dni pare temu, zapoznajac sie przelotnie z Personelem Niemieckojezycznym teamu, ktory robi w naszym hotelu shows, activities i performances, przypadkiem poznalem Polaka. Znaczy, okazalo sie ze chlopakow jest dwoch, w tym jeden z Poznania mego rodzinnego, a poza tym jeszcze maczal palce w dzialalnosci mojego kochanego klubu fantastyki "Druga Era" przy AE! :) Od slowa do slowa, okazalo sie, ze chlopaki wkrecili sie do teamu poza specjalnym castingiem, na ktorym trza pokazac Predyspozycje. Takie do pracy z dzieciarnią, kompetencje, autorytet i wyczucie. Slowem, pojechali i okazalo sie w praniu ze odkryli w sobie wlasnie takie cechy. I robia z pieciolatkami minidisko, albo poprzebierani za piratow szukaja razem skarbow na plazy :) Z tym ze jeden jest bardzo "enjoing the enjoy", czyli ma z tej roboty kupe zabawy, a drugi robi za czarna, separujaca sie od Teamu owce :) Ale to juz opowiedzieli pozniej :) Wiec od slowa do slowa, zrobimy impreze. Wieczorek zapoznawczy znaczy :) A ze sie okazalo, ze chlopaki mieszkaja w boxie-nadbudowce na dachu hotelu, to miejsce narzucilo sie samo - z malowniczym widokiem na teren hotelu, miasteczko, na Rodos, na zarysy wysp Kos, Simi, Karpathos, a moze i na Kretenski szczyt Psiloritis, we mgle! Zanabylem wiec karton wina, wygarnalem zakupione przez Mysz za napiwek piwa i o 11" w nocy zasiedlismy w przytulnym mieszkanki na dachu. Na wielkim lozku francuskim (ale maja chlopaki :D)popijalismy co tam bylo, z plastikowych kubkow i w towarzystwie lodowki POLAR [sic!] - zachodzilismy w glowe, ile tysiecy kilometrow musiala przebyc ta dzielna lodowka, by z Polski wyladowac na dachu hotelu na Rodos, i sie z tej okazji zepsuc malowniczo, tudziez smierdzaco! Do siebie wrocilismy przed trzecia w nocy, pozostajac pod wrazeniem inteligencji i kultury naszych nowych znajomych. Slowem, bylo super - nastepnym razam zapraszamy na rewizyte do siebie!
8 czerwca 2007
Grecki kontrakt: PSARIA ME ELLINIKA
Ryba po grecku Jak sie robi rybe po grecku? Bierze sie rybe, ktora udaje Greka i kaze jej sie nabrac wody w usta. :D No wiec Grecy udaja mi Greka - z Agencji mieli przyslac moj kontrakt w nowej wersji juz kilka dni temu. Mowia oczywiscie ze wyslali, nawet ponoc maja potwierdzene odbioru. A faxu w hotelu jak nima, tak nima. Ani w recepcji (gdzie stoi fax nr 1), ani w kadrach (gdzie stoi fax nr 2), ani u pani Mariji w sekretariacie managera hotelu, gdzie taki fax powinien wyladowac anywhere przylezie. slowem, wpadl w czarna dziure i pojawi sie pewnie na biurku Leonarda z Vinci. Dzwonie do Agencji dzis, mowia: dobra, juz wysylamy jeszcze raz, w tej chwili. Ide na obiad sluzbowy, wracam, a faxu ani w recepcji, ani w kadrach jak nie bylo, tak nima. No ryba po grecku normalnie. Ale spox, to Grecja, ligo-ligo, spoko-spoko znaczy. kiedys, gdzies, sie pojawi. Tam kurdele, siedze sobie, pracuje, opalam sie, troche mnie wali kiedy ten fax przylezie. Tym bardziej, ze wydrukowalem sobie kontrakt fontem 8', zeby sie zmiescil na jednej kartce, a w Agencji uznali, ze musi byc wydrukowany 12'-ką, na kartkach dwoch, podpisany ponownie i wyslany poczta papierowa immediately i wogole most important jak cholera. Wali mnie.
..piscina-2: tu sie pracuje :)...
Ale troche sie boje, ze kiedy sie tu w koncu przeprowadze i bede chcial zalatwic cos w urzedach, to beda mnie tak odsylac od Aniasza do Kajfasza przez tydzien conajmniej. Niczym u nas za komuny. Ryba po grecku jak cholera. Poza tym, robie timingi czynnosci sluzbowych :) 7:00 - Przychodze - musze wczesniej, bo mnie sniadanko minie :) 7:45 - nero skupa to dia piscina, czyli do 7:45 rozwijam megalo elastiko, Wielkiego Weza, odkurzam basen nr 2, zwijam toto. Trza zdazyc przed osma, zanim przyjda poplywac cosmo, ze sniadania. 8:00 - podwodne zamiatanie skala i podestia, takich podwodnych wejsciowych schodkow, a co drugi dzien trza machnac z olejkow szczotka linie wodna na baseniku wejsciowym. Karekles, lezaczki znaczy, w miedzy czasie tez trza poprawic :) 9:00 - lapanie siatka listkow w piscina megalo. wielce zajmujaca i pracochlonna czynnosc. 10:00 - kawa sluzbowa w kantinie. I finito pierwszej zmiany pracowej. Choc chodza sluchy, ze mam przychodzic na 7", siedziec ciurkiem i wybywac o 3"PM. Bu, upieke sie na tym basenie w lipcu ;/ Psia wachta normalnie, no :)
7 czerwca 2007
Grecki kontrakt: SPERA TO ELLINIKA
Wieczor po grecku Wczoraj przynioslo do hotelu wędrownych grajkow. Wedruja od hotelu do hotelu znaczy, dajac show standardowy pt. Greek Night :) rozlozyli na pool barze piscina megali swoje lutnie i okaryny, znaczy, buzuki, klawisze i kolumny naglosniajace i grac poczeli! Calkiem fajnie pogrywali, taka wiazanke greckich standardow dla turystow :) A trojka dziweczyn i dwojka przystojniakow tanczylo przed orkiestra, najpierw w strojach ludowych (tego nie widzialem, bo zmienialem filtry w pompowni pod Piscina Megalo :), a pozniej we wspolczesnej czerni przepasanej czerwienia. Sympatycznie bylo, zmienilem koszulke firmowa na osobista i laciata i cichutko udawalem kosmo turyste, saczac soczek pomaranczowy - w kontrakcie zaznaczyli, ze na terenie spozywac nie wolno :)
..I ja tam bylem, i soczek pilem...
Kolo jedenastej chlodem powialo i cosmo sie powylogowywali. Mysz skonczyla robote i posiedziawszy chwile, potuptalismy na kwatere.
5 czerwca 2007
Grecki kontrakt: REFLEKSJON
Teraz siedze sobie w apartamencie na tarasie, Mysz obrazona spi, nietoperze lataja posrod rododendronow, pozerajac w powietrzu to, czego za dnia nie pozarly jaskolki, muza z laptoka sie snuje (que linda es Cuba?) Jutro pewnie wysle swoje refleksyjne wypocony w swiat, do Netu, z jednej fajnej knajpki, ktora ma Neta za darmo, jesli sie cafe frappe albo kufelek piwa zamowi :) Bo w hotelu stoi sobie piec kompow, ktorych nikt nie pilnuje, i jest w nich bardzo "free internet acces", ale kiedy sie wrzuci 2 euro :D Nie wim czy za czas jakis, czy na ilosc klikniec myszka toto licza, czy unlimited :) Never mind.
..A moze by tak cos zjesc?...
awrio to apojewma (nazajutrz po poludniu) - koncze winowego drinka i tuptam do knajpki z netem :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)