8 listopada 2011

Japonia: Kącik mody japońskiej

Japonki co prawda nie chodzą w klapkach (japonkach), ale praktycznie zawsze na obcasie. Buty? Bardzo często muszkieterki, miliony odmian botkow, z futrzanymi mankietami włącznie. 

Czy to bedzie officewoman, czy przestylizowana licealistka, każda obowiazowo chodzi w butkach na na prawdę wysokim obcasie. Żeby jednak wyglądać bardziej elegancko, noszą je o numer lub dwa większe :)  dzieki temu chodzą normalnie, ale biegają tiptopkami ;)  Jesli tylko moga usiąć, zwłaszcza do jedzenia, zsuwaja buty i siadają na krzele "po japońsku".. Widziałem dzieci które siadajac na betonowym murku by zjeć kanapkę, sciągały adidasy.. Elegancka starsza pani w teatrze też zsunela buty i przysiadla na piętach na atlasowym czerwonym fotelu..

W kimonie. W metrze. Odświętnie.
Do tego czesto bezowe krótkie spodenki (Czasem bywają i z ogonkiem tam, gdzie ogon być powinien.,, ) i czarne rajstopy. Znaczna większoć Japonek nosi spodniczki, i pomimo ze na prawdę krótkie, najwyżej do połowy uda, NIGDY nie zauważyłem by którejs podwialo plisowanke - falbanke, czy inną koronke, nawet gdy jedzie w takiej na rowerze (w przeciwieństwie do Chinek, które przodują w pokazywaniu szwów i wzmocnień rajstop..) Zawsze tez, nawet gdy wystylizuje się na kawai-lolitke, lub inną wyuzdaną gothke w podwiazkach, strój jest cały czas na takiej cieniutkiej granicy estetycznej akceptacji, że nigdy nie powiesz o niej: taki strój do sypialni może, ale nie na ulicę!".

Każda Japonka ma w domu przynajmiej jedno kimono. Bo dresscodowe zakiety i spódnice nosi się tu raczej na ulice i do pracy - garnitur nie jest tu traktowany jako elegancki i odswiętny strój! To kimono zakłada się na np. rodzinne uroczystosci, jak sluby, rocznice, rodzinne wizyty, itp. Czasem na elegancką randkę do dobrej knajpki młode japońskie laseczki tez zakładają kimono, z elegancką współczesną torebeczką, ze skomponowana i asymetryczna młodzieżowa wariacja na temat fryzury gejszy.. Nawet gimnazjalistki w Tokio czasem bielą twarz, malując na policzkach czerwone cienie.. Taki cień gejszowej elegancji zaimportowany do popkultury :)

Oczywiscie te sławne i sexowne dla nas czarne nadkolanowki nosi tu trzy czwarte dziewcząt (Jesli akurat nie wracają z biura lub z renomowanej szkoły, gdzie nosi się spódniczki do kolanka, kolanówki i klasyczne butki na centymetrowym obcasiku)..

Tokijska elegantka..
Gdy chłodno, Japonki czesto narzucają poncho. Szałem mody tej jesieni jest wpiety we włosy nad prawym uchem spory bezowy kwiat. Wariacja na temat jest maleńki kapelusik tamże.
Office-womanki oczywiscie noszą się zgodnie z topowym europejskim dresscodem, ale w takich biurowych spodniach i zakiecie idac, też czasem przebierają sobie w sklepikach z kosplayowymi ciuchami :).

Ciekawym zjawiskiem mody i wcale nie zadkim, jest "dublerka" - dwie dziewczyny idące razem ubierają się IDENTYCZNIE! Te same spodniczki, buty, torebki, dodatki.. Moda podniesiona do kwadratu, ponad indywidualność :)

No i oczywiscie sławne gimnazjalistki ;)  Bardzo często jest to dopracowana w szczegółach stylizacja, a nie mundurek szkolny (choc i tak cieszy oko gajina)...  A prawdziwą uczenice poznasz po wyszytym na zakieciku emblemacie szkoły, spódniczce do kolanka i strasznie wygodnych butkach na centymetrowym obcasie.. Dziewczęta z katolickiego liceum noszą nawet piękne czerwone bereciki :) Ale opowieść o gimnazjalistkach i licealistkach przeczytasz trochę później :)




... i co z tego że pada? ..

W dni deszczowe całe Tokio chodzi pod przezroczystymi parasolami - kosztują tyle co sucha bułka (100 Y), sa w każdym kiosku, wiec kupuje się je gdy zaczyna padać, a zostawia pod drzewem, gdy przestaje..



Deszczowe Tokio nocą...
Japończycy noszą się na prawdę czysto - NIGDY nie widziałem na ich ubraniach żadnego włosa, prusza, przetarcia, naddarcia czy dyndajacej nitki.. Sa po prostu od przedszkola przyzwyczajani do czystych schludnych mundurkow i tak im zostaje do 65-tki.

Przecierane jeansy noszą tylko tani robotnicy budowalani, turysci i biedota na prowincji...

7 listopada 2011

Japonia: Śmieci..


Automat z napojami- JEST KOSZ :)
Japończycy NIE ŚMIECĄ.

Dlatego nigdzie niema koszy na smieci - wyjątkiem są może wielkie dworce kolejowe - a I tam każdy kosz ze stali kwasowej ma na brzuchu wklejone przezroczyste okno. Nie po to by było widać piękne smieci - ale dla kontroli, czy znów nie ma w nim bomby - Japończycy doskonale pamiętają tragiczne skutki zamachów w tokijskim metrze..

Uprzejmie Państwa proszę mnie nie karmić!
Pomimo ze NIGDZIE nie ma koszy na smieci, smieci nigdzie nie leżą na ulicy. Nikt ich po prostu nie rzuca. A nie rzuca, Bo nikt nie je ani nie pije na ulicy - jest to tu tak samo niekulturalne, jak szczanie na ulicy Jana Pawła pod murem, przy ludziach. A Jesli juz mają pusta puszkę po coli, wrzucają ja do pojemnika przy automacie do sprzedaży napojów lub zabierają ze sobą do domu. Smieci nosi się ze sobą, a nie wyrzuca. Kupisz w tutejszej Żabce tutejszego snickersa, zjesz, papierek chowasz do torby  wyrzucisz w domu - przecież to Twoje smieci!

Mi samemu było strasznie głupio w Tokio walnąć jaki papier pod scianę budynku... Patrzyli by na mnie wszyscy tak, jak u nas, gdybym sie zrzygał na kasownik biletów we warszawskim autobusie..

6 listopada 2011

Japonia: halo halo, głupi telefon..

Telefony

..jesienna wyprzedaż lelefoników. Ceny jak na Allegro :)
Chciałem być sprytny - pomyślałem że będąc w Japonii, kupie sobie w kiosku jakiego tutejszego Prepaida i będę dzwonił w ludzkiej cenie do Polski.. Tym bardziej, że mam w telefonie UMTS - bo GSM juz tu dawno wyłączyli jako archaizm.. I guzik - prepaidów tu niema, żadnej ichnej Heyach, TakTaka, czy innej GaduBiedronki :) Jakies karty można kupić tylko w przedstawicielstwie Sieci, na b. krotki abonament, po przyniesieniu stada zaswiadczeń  np. O stałych, japońskich zarobkach...
Japoński telefon publiczny -NADAL na monety!
Pomimo że wszyscy tu mają komórki, na placach i dworcach są całkiem nowe książki telefoniczne i automaty na monety (bo dlaczego ktoś ma mnie zmuszać do szukania i kupowania całej jakiejś karty, gdy chcę zadzwonić tylko raz??) ! Automaty te stoją sobie na gustownych biureczkach, przy których można usiąść na czas rozmowy.

Dobrym zwyczajem jest tu wyciszanie dzwonka komórki w metrze, nie odbieranie tel. i NIE dzwonienie z niej w komunikacji miejskiej - w bardzo złym tonie jest ZMUSZANIE innych pasażerów do słuchania po raz szósty tej samej opowieści, gdzy dzwonisz do szóstej przyjaciółki, guzik też innych obchodzą Twoje interesy i zadania z pracy. I dają temu wyraz!!

Wszyscy klepią wtedy SMS na wąskich komórkach z klapka (nie jak w Londynie, na naleśnikach Blacknerry). Wszyscy mają jakie strasznie badziewne rozklapkaki z hamskiego plastiku, bez żadnych ekranów dotykowych. W Tokio office-rzy czesto jednak mają wielkie płaskie tablety - naleśniki, obowiązkowo ze sluchawkami w uszach..
Oczywiście gimnazjalistki mają jakie tanie jednorazówki w przybajerzonych obudowach, które należy zmieniać przynajmniej raz w tygodniu - w końcu są tańsze niż kanapka w Mcdonaldzie..

Jako ciekawostka - na japońskiej nawigacji GPS, zamiast adresu można podać... tylko numer telefonu! Jeśli to stacjonarny, GPS doprowadzi Cie np. pod siedzibe firmy z tym telefonem. Jesli to komorka, doprowadzi Cie do miejsca ostatniego pobytu danej osoby! Genialne :)

Japonia: Meksykańsko - żydowski festyn kulturowy, czyli witajcie w Japinii :)

Po wylądowaniu na Rikka człowiek z Europy zdycha na różnicę czasu - ale nic to - "Nie spać, zwiedzać!" (jak mawiają niektóre kochanki do co leniwszych gachów :)

Na poczatek oczywiscie Tokio - teledysk w klimacie - tu na prawde na ulicy jest taki klimat :) Choc luz mniejszy niz w np. Pekinie :)

Japonia, a zwłaszcza Tokio, to jest jeden, jak ja to nazywam, "Meksykańsko - żydowski festyn kulturowy" -
Teledysk w klimacie i tekst piosenki - kto nie był i nie widział, nie załapie, a ja opiszę to jutro, bo teraz w Polsce jest 22" a tu już jest szosta rano DNIA NASTEPNEGO :) Tak że juz wiecie, dlaczego Japonia jest taka do przodu - tu JUŻ jest jutro!:P

FOT: Wyjście główne z najwiekszej na świecie stacji metra (ponad MILION przejezdnych dziennie - wiecej niz ma Wawa :) ) - wpadamy na jeden z bardziej znanych budynków "Kokon" (taki z dziurą u góry), oraz.. przewoźny sklepik z obważankami :) Japonia jest jednym wielkim kulturowym MIXem..

Jutro dopisze wiecej, bo padam :) Ide spac - w hotelu Villa Fontaine daja nawet gajinowi gustownie tradycyjna, cholernie wygodna o dziwo, jednoczesciowa pidzame w paseczki, ze zbyt krotkimi rekawami.. Zdjecia przez wrodzona skromnosc nie zamieszcze :)

5 listopada 2011

Japonia: pieniądze, karty..

Skąd gajin ma wziąć Yeny, gdy w Japonii kantorów praktycznie nie ma?

Zwykly gajin kupuje Yeny w polskim kantorze - jesli ma fart, dostanie je, i przepłaci tylko 20%.
Japońska deklaracja kantorowa
Kumaty Gajin wymienia Euroki na lotnisku Rikka- grzecznie wypełnia papier (niebieski-kupno, czerwony- sprzedaż Yena), w którym wyznaje, ile ma waluty, w jakich banknotach, a na jakie banknoty jenowe zyczy sobie szanownie wymienić. Działa to niczym książeczka walutowa w PRL przy wyjedzie do Bułgarii :)

Ot, potwierdzenie z Bankomatu z Poczty..
Bardziej kumaty gajin jednak nie będzie stał na lotnisku Rikka w kilometrowej kolejce, ale polezie na pięterko, gdzie jest POCZTA (taka pomarańczowa zawsze)- tu ma dwie możliwosci - zagaic panienkę z okienka, wymieniającą walutę bez deklaracji; lub bankomat poczty, który jako jeden z nielicznych banków Japonii (także CitiBank!) wyda mu z karty w EUR lub USD swieżutkie Yeny :) Także na każdej japońskiej poczcie wymienisz bez problemu walutę wymienialną - po sensownym, nie hotelowym kursie! Słowem - spotkasz pocztę, wypłacaj ile potrzebujesz :)
Na większy apetyt: "Gejsze tutejsze" :)
 Dla Europejczyka 2000 Y na samo żarcie na dzień wystarczy, za 1000Y się  przeżyje budżetowo. Hotel to 50-80 EUR za pokoj. Reszta wg wymagań  np. najdroższą wołowinę swiata, marmurkową z Kobe (nie żadna tam argentyńska..), rżniętą z krów pojonych piwem, z których każda ma własnego trenera i masażyste, najlepiej zjesć sobie w Kobe - jest wtedy tylko w cenie szynki parmeńskiej :) A jeszcze jaki klimat - jak jedzenie kaczki po pekińsku, w Pekinie.. (jadłem, mniam!)

Monety są tylko takie. Także do telefonu i oplaty MPK.
W Japonii moneta 100 Y jest najmniejszym sensownym krążkiem płatniczym, tak jak u nas 2zł. Tyle kosztuje w automacie cos do picia, sucha bułka, parasol, wszystko za 100 Y i woreczek niedojrzałych pistacji :) Nie, ubikacja jest WSZEDZIE dostepna i WSZEDIE darmowa, jak Internet i woda z kranu! 200 Y kosztuje puszka Coli lub metro, 300 Y- duze piwo (na nasze przeliczenie to masakra, ale 100 Y dla Japończyka to tak jak dla nas 1zł)

Banknoty tu nie mają daty produkcji. Bo nie niszczą się. KAŻDY I ZAWSZE jest jak prosto z banku. Tu po prostu NIKT banknotow nie zgina! Kazdy nawet gowniarz pakuje banknot do portfela o szerokosci banknotu! Banknot sie tu szanuje tak samo, jak sztabke zlota! Zanim to załapałem, tak mi bylo glupio w sklepie, gdy mała, czarnooka i sympatyczna pani przy kasie się tak strasznie przyglądała banknotowi - co on taki aż RAZ zgięty??... A pozniej mi się przyglądała, jak barbarzyńcy, ktory sie nim podtarł, zanim zapłacił..

I tu miłe zaskoczenie - chcesz kupić małą Colę w nocnym sklepiku, a masz tylko aż banknot 10 tys. Y? No problem, nawet na zapadłej wiosce każdy sklepik ZAWSZE wyda Tobie resztę bez zająknięcia - to tu kwestia honoru sprzedawcy (handlujesz, a pieniędzy nie masz??) !! Tu niema żadnego: a mogę być grosika winna, albo: spieprzaj pan kartą to się płaci od 20zł i podobnych polskich klimatów...

4 listopada 2011

Japonia: wyruszam do kraju Wschodzącego Jena

Od czasów fascynacji anime w czasach licealnch, Japonia była zawsze dla mnie miejscem niezwykłym. Niezwykłym, pełnym kontrastów kulturowych, ekonomicznych, geograficznych.. Krajem nieosiagalnym nie tylko z racji geograficznych, ale i ekonomicznych..
Skojarzenia z Japonii? ..

Dziś mogę sobie na taki wypad pozwolić, i dzięki uprzejmości biura ExOriente LUX zrealizować jedno z małych marzeń :)

Japonia Europejskiemu gajinowi (Alienowi) kojarzy sie zwykle z gejszami, samurajami machajacymi kataną wśród bambusów, niskim dziadkiem w pidżamie zapinanej na kołki, nastoletnimi dziewczynkami w czarnych nadkolanówkach i z Hello Kitty :) ..może ze spadającymi płatkami kwitnącej wiśni i z zapracowanyn od świtu do nocy salermanem w garniaku..
Fuji Góra wśród czerwieniejących klonów (japońskich)...
Ale nie kojarzy sie z czerwonymi liśćmi klonów, brakiem koszy na śmieci, goracymi onsenami, szinkansenem, szczaniem pod płotem, pseudowydajnością pracy, niesamowicie dosłownymi reklamami w TV i tanią socjotechniką.
Garsc japonskich wspomnien..
czerwone liscie klonów, etykietka butelki dobrego wina,
 karta hotelowa, jakas reklamowka sklepu dla gothek-lolitek :)
Dlatego właśnie w podróży postaram się NIE opisywać zwiedzanych zabytków (dużo więcej O NICH dowiesz się z Wikipedii i podczas zwiedzania z dobrym przewodnikiem), skupię się raczej na WRAŻENIACH i własnych obserwacjach z Japonii AD 2011, których w Wikipedii nie znajdziesz :)

Ostatnio Rzad Japonii postanowił przeznaczyć 10 tysięcy DARMOWYCH biletów dla Europejczyków, by przyjechali, zobaczyli jak u nich pięknie i wcale już nie radioaktywnie :) Wystarczy zalogować się na WWW ichnego Govermentu, zadeklarować chęć i uzasadnić krótko "dlaczego właśnie...". Za wyżywienie, noclęgi i przejazdy płacimy samodzielnie :) Ale i tak warto :D

5 marca 2011

Indyjskie reminiscencje - święte krowy

Ze w Indiach krowy są świete, wie podejrzewam nawet Murzynek Bambo. Utrwalilo sie to wrecz jako idiom - "swieta krowa" to synonim kogos nietykalnego, za zalozenia. Faktycznie - lazi toto po calych Indiach szare i brudne, snuje sie pomiedzy samochodami, nawet na autostradzie grzecznie omijane przez TIRy, wyzera bezczelnie ze straganow warzywa (co sprytniejsi zostawiaja obok na ziemi zgnilki, uwazane przez krowy za smaczniejsze ;) No i oczywiście zostawia krowie placki - ale o nich pozniej. Na starosc padaja przy ulicy, zjadane przez stada ptakow. Nic sie nie marnuje. Za skrzywdzenie krowy, jednym z zadan pokuty jest spozycie pieciu produktow krowy. Jakich, latwo sie domyslic.
Malo kto jednak wie, ze wluczace sie samopas wszedzie krowy są czyjes. Kazda ma swojego wlasciciela! Kazda ma swoje niepowtarzalne imie i gdy wlasciciel wieczorem wyjdzie na droge, wykrzyczawszy imie, ona odmuczy w odpowiedzi z kilometrow! A także wroci do domu na takie wolanie!
Jeszcze mniej jednak Europejczykow wie, DLACZEGO indyjskie krowy swietymi są. Wbrew pozorom, nie są świete tak samo jak nasz Baranek Bozy ;) I nie dlatego, ze ktorys z indyjskich bogow je tak umilowal jak np. malpe.
Swą "świetosc", a raczej nietykalośc zawdzieczaja temu, ze Hndusi uwazaja je za Żywicielki - KAŻDY głodny może podejsc na ulicy do krowiny i zaspokoic glod kubkiem cieplego, pozywnego mleka.. Dlatego są nietykalne, a nie świete", w naszym rozumieniu.. W dawnych Indiach mialo to znaczenie podstawowe, dzis korzystaja z tego "świeci wędrowcy", odpowiednik naszych "pielgrzymow donikąd", dla których caly swiat jest domem, nie posiadaja niczego, zyja wylacznie z jalmuzny.. (Nawet w dzisiejszej Polsce, pod Suwalkami czy innymi Ustrzykami do krowiny mawia sie pieszczotliwie: "mućka, żiwiciełko ty maja!" Analogie są słuszne ;)
Sam widzialem kilku takich - normalnym widokiem na indyjskiej autostradzie jest maszerujacy czlowiek z czerwona flaga, a za nim KULAJACY SIE bokiem, czasem kilkadziesiat kilometrow, obdarty mnich.. To taki odpowiednik naszej pielgrzymki do Czestochowy na kleczkach..

4 marca 2011

Indyjskie reminiscencje - Języki Indii...

Warto sobie uswiadomic, ze Indie (bez Pakistanu i Bangladeszu) są wieksze niż wszystkie kraje Europy lacznie.. Podobno to najwiekszy demokratyczny kraj (republika parlamentarna) na swiecie. Ponad 3 tys km w kazda strone. Konsekwencja tego jest ponad 1500 jezykow lokalnych. Jak sie wiec dogaduja? ;)

Obowiazuja trzy jezyki urzedowe - angielski (po Imperium), sanskryt (starszy niż aramejski..) i braminski. Tych ucza sie w szkole. Plus lokalnego w domu. Wyksztalcony Hindus rozumie ok. 20 lokalnych jezykow, mowi i pisze w kilku.
Warto sobie tez uswiadomic, ze np. Jezyki romanskie, a także slowianskie, to jezyki tzw. Indoeuropejskie - mowiac prosto, wylegly sie wszystkie z hinduskiego sanskrytu. Co smieszne, ten powrocil po tysiacach lat do Indii jako angielski! Także w dzisiejszym arabskim jest wiele wyrazow "indyjskich" (a nie odwrotnie, jak by sie wydawalo..)
Jeszcze fajniejszym efektem wielojezycznosci Indii są banknoty. Na kazdym papierku (aktualnie obowiazkowo z lysina Gandhiego na awersie) widnieje np. Cyfra 10 z angielskim podpisem TEEN RUPIAS. Nic wielkiego. Ale na rewersie ta sama cyfra ma wypisane w slupku "dziesiec rupii" w pietnastu glownych, najpopularniejszych jezykach Indii..
Typowy wspolczesny indyjski banknot
Typowy, wspolczesny indyjski banknot z Gadhim (te ze sloniami nie dzialaja ;) Wkleilem fragment rewersu z nominałami w wielu HindoJezykach :)

Jeszcze ciekawsze są monety - mniejsze nominaly dla niepismiennej biedoty zamiast CYFR maja wybity obrazek pokazujacy na palcach nominal - ilosc rupii.. Jak dla mnie, podejscie bardzo ludzkie ;)

3 marca 2011

Indyjskie reminiscencje - pierwsze wrażenia

Czlowiek jednak troche "blazowieje" zobaczywszy kilka krajow stricte odmiennych od Grecji czy innego Egiptu :)

Oczywiscie Trojkat byl Zloty, jak wszedzie w takich miejscach swiata da sie zobaczyc jak jak to nazywam, "calkiem ladnie ulozone kamienie" zostawione tam dla potomnych po wladcach-przodkach.. Palace, TajMahale i te sprawy :)

Tym wiekszy kontrast sie odczuwa po noclegu w hotelu - dawnym palacu maharadzy, gdy nazajutrz jedzie sie setke kilometrow mijajac cala droge tysiace drewnianych budek na nozkach stojacych w gorach smieci (lokalna mala inicjatywa gospodarcza) lub szalasow przydroznych z antena satelitarna i hamakiem (zajazd dla ciezarowek)

Ubocznym skutkiem po przyjezdzie jest ZBYT dobry wech - w zyciu nie wiedzialem ze wszystko i wszyscy tak roznorodnie pachna :D

I co mnie wkurzylo - tamtejsze bankomaty NIE OBSLUGUJA kart z CHIPEM ;/ Mysle ze to moze byc istotna informacja dla podroznych z kraju, w ktorym NIE WYDAJE sie juz kart bez chipa.. Tylko dzieki nieformalnym rozwiazaniom udalo mi sie posiadac jakas gotowke na wydatki :)

30 listopada 2010

Shang-Hai, psi-na na ostro i to-fu so-te część 3/6

Transport: Za wejscie do taxi- 6rmb, w Shanghaju 11rmb. Przejechanie przez pol 8-milionowego miasta- 20rmb (2 rmb=1 zl). Niema zadnej taryfy nocnej ani 2-giej strefy- za dyche dojedziesz gdzie chcesz! W 10 milionowym mieście.:)

Można oczywiście jechać metrem - 10 linii dobrze pokrywa miasto - za 3-5Y dojedziesz wszedzie - czyli za max 2,5zl przejedziesz jakby metrem warszawskim w te i z powrotem cala trase;) Tambylcy jezdza tez autobusami (kilkaset linii w nawet srednich miastach) oraz wlasnymi skuterkami, wszyscy ELEKTRYCZNYMI - tych spalinowych widzialem zaledwie kilka.. Na rowerach jezdza juz tylko dziadkowie - pod prad - bo tylko JEDNA strona ulicy wolno jezdzic rowerem - w OBIE strony :) Tworzy to ciekawa zagadke drogowa na 3-pasmowych skrzyzowaniach :)
Kolej? Za przejazd 1400km luxusowym pociągiem 4-kuszetkowym, typu hyper-wypas-intercity z osobnymi kiblami meskimi i damskimi (czystymi), zaplacilem rownowartosc przejazdu PKP z Poznania do Warszawy ;) I jeszcze ladniutka panienka-wagonowa kawe rano przyniosla do przedzialu gratis od firmy ;)
Telewizja.. Telenowele? Przez dwa tygodnie na zadnym z 14-tu panstwowych kanalow, ani na zadnym z komercyjnych, nie trafilem na telenowele wspolczesna, jak nasze "M jak marmolada".. Jeśli takie są, wszystkie dzieja sie za czasow Cesarstwa, kiedy możliwe były wielkie emocje, wielkie pieniadze, wielka milosc i rownie skomplikowane intrygii.. I oczywiście często (cctv1) element wielkiej madrosci, filozofii i efektownej magii, sprawdzajacej sie na ekranie..
Po dwoch tygodniach w Chinach powrot do Polski jest szokiem!
Nowo wybudowany terminal na Okeciu jest jakosci i wielkosci starego terminalu w Szanghaju, ktory Chinczycy wlasnie koncza rozbierac..

Byle Chinczyk, przybywszy nawet z prowincji (czyli z miasta ponizej miliona mieszk.) bedzie sie dziwil, dlaczego w centrum polskiej Stolicy tak bardzo niema wieżowców :) Starówka jaka, czy co? ;) jeden mariot, PKN i CZ nie zalatwiaja sprawy, gdy w byle chinskim miasteczku kazde osiedle ma kilkanascie 20-30 pietrowcow.. i to KAZDY budynek jest inny - kazdy ma inny wystroj, inne zwieczenie! A nawet stoi odpowiednio, wg. fengShiu - plecami do skaly, twarza do wody.

Polskie ulice obsmarowane sprajami, zapchane dwupasmowe skrzyzowania stolicy, a kolejowy Dworzec Centralny tak brudny i niedomyty, smierdzacy szczynami, polamany i obskurny, niczym ruskie dworce za komuny - zamiast remontowac, powinno sie ta maszkare wysadzic, gruzy zaorac i posadzic park im. Lecha Kwaczącego (jak tfu, w Sopocie!).

I wpuscic Chinczykow, niech nam tanio i porzadnie zbuduja cos europejskiego :)

25 listopada 2010

Shang-Hai, psi-na na ostro i to-fu so-te część 2/6

Poziom zycia
Nasze wyobrazenie o poziomie zycia dzisiejszego Chinczyka jest takie, jak obecnie przecietnego Amerykanina o Polakach - szare blokowiska z lat 60-tych, szare ulice, puste sklepy. Duze fiaty na ulicach i maszyny do szycia na pedaly :) A jest calkiem inaczej.
W Chinach, jeśli sie buduje, to cale osiedle na raz. Praktycznie kilkudziesieciopietrowe bloki mieszkalne otoczone dzwigami i zielona siatka, kilkanascie budynkow na raz, na tym samym stopniu budowy. To już nie tylko kwestia skali i dobrej logistyki, ale sposobu myslenia! U nas nawet za Gierka budowano jeden blok na raz, nie mowiac o dzisiejszych 'developerkach'..

Za to nawet w biedniejszych miastach kazda nowo montowana rura konstrukcyjna na dworze, np. przystanki autobusowe jest z b. drogiej stali nierdzewnej, a nie jak u nas ze zwyklej malowanej surowki lub korodujacego blyskawicznie aluminium..

Przez dwa tygodnie, pokonawszy po samych Chinach ponad 4 tys kilometrow, nie zauwazylem tez ani jednej dziury w swiezutkim wszedzie asfalcie, za to wiekszosc drog biegnie PONAD miastami, betonowa, wielopasmowka. Skrzyzowania są często trzypoziomowe, bywaja tez cztero. W Szanghaju estakady noca są podswietlone.. A nasi inzynierowie trzymaja sie jednak klasycznych, 19-wiecznych metod projektowania drog wylacznie w plaszczyznie poziomej. Ew buduja kladke nad przecinajacymi sie autostradami ;)

Są czywiście tez takie miejsca, których nie pokazuje sie bogatym dewizowym turystom (tak, dla Chinczykow to także Polacy), miejsca jeszcze ze "starych Chin", jak Polska wczesnych lat 50-tych, z wszechobecna slumsowa obskurnoscia, brudem, bieda. Dziadkami w wymeczonych szmatach, zbierajacymi plastikowe butelki, jak u nas puszki po piwie.. Publiczne ubikacje w hutongach co kilka domow, porcelanowe wiadra z przykrywka na odchody, zlewozmywaki z lastryko montowane za oknem na wysokosci 1 pietra, z odplywem na ulice.. Tu nikogo nie dziwia majtki i biustonosz powieszone na futrynie wejsciowej do domu... Czasem przejezdza tedy ciezarowym rowerem zbieracz makulatury lub wazywniak na kolkach, którego charakterystyczny dzwonek z talezy przy kierownicy slychac z daleka! Ale takie miejsca to w Chinach enklawy, drobne resztki i pamiatki z przeszlosci. Chiny dzisiejsze poziomem rozwoju infrastruktury przewyzszaja Niemcy, a srednim poziomem zycia w miastach, londynczykow!

W Chinach niema nieuzytkow (tylko my jestesmy tak bogatym krajem, ze nas na nie stac) - tutaj, jeśli na jakims skrawku gruntu nie da sie posadzic nic jadalnego, sadzi sie drzewa. Drzewa, sadzone co roku, rowniutko, metr w metr, ciagna sie nie tylko wzdluz drogi, ale i kilometry w glab, setkami kilometrow! Nie wiem czy przeznaczane są Na opal, budowe, papier, ale liczy sie myslenie - drewno jest przydatne, nawet to z olchy rosnacej na bagnie..

16 listopada 2010

Shang-Hai, psi-na na ostro i to-fu so-te część 1/6


Czyli:
Piesek - w Polsce: slodki, a Chinach: slodko-kwasny ;)
Wlasnie spedzilem dwa tygodnie w Chinach (half biznes, half enjoy), tamtejsi faceci robili sobie ze mna zdjecia na Chinskim Murze, a zgrabne i operatywne laseczki dawaly swoje e-maile zapraszajac do kontaktu ;)
I były to dni prawie kazde w innym miejscu, innym regionie, innej prowincji. Dni pelne wrazen, poznawania nie tylko orientalnej dla nas kultury, ale przede wszystkim Chin wspolczesnych, jakich tak na prawde nie znamy.
Bo nasze stereotypy to zwykle skosnooki kulis w pidzamie i slomianym kapeluszu podzierajacy na rowerku przez zabiedzone miasteczko. I tak było tu jeszcze 10 lat temu...

A dzis jest kompletnie inaczej. Wiekszosc Chin to miasta przy których chowa sie europejski Londyn i Bruxela. Pod wzgledem poziomu rozwoju, poziomu zycia, rozmachu inwestycji, wygody zycia, funkcjonalnosci miejskiej infrastruktury, a nawet inwencji i otwartosci we wlasnym ubiorze.. Warszawa przy Szanghaju to jakies biedne, zasniezone i zapyziale miasteczko w rosyjskiej tajdze..

Jako ze lokalna waluta, zwana potocznie "rambutanami" (RMB) nadal pozostaje niewymienialna, turysci z UE to nadal dewizowi imperialisci :) Przeto kwaterowano nas w hotelach pieciogwiazdkowych, gdzie komputer i fax w pokoju z tarasem widokowym na panorame Szanghaju S.A. W standardzie. O pieknym, jednorazowym drewnianym grzebyku, "przytnij brode kit", "przyszyj cokolwiek kit" i stadzie innych KIT-ow nie wspominajac.. Nie wiem czy oferuja to we wa-wszawskim Mariocie - ja wole w tej samej cenie widok Szanghaju ;)



Przylot: jeli mijane na ulicy kobiety ziewaja nie zakrywajac ust i a mezczyzni harkaja na ulice, lub sasiad w samolocie straszliwie i radosnie mlaszcze zujac gume, to znak jestes już w Chinach.
Plywajace bilboardy czyli wszechobecne tablice z czerwonych diod LED, na których b. wygodnie wyswietla sie te rozdeptane pajaki..
A np. cyfry w chinskich textach, na wizytowkach i reklamach, pisze sie arabskie z dwoch powodow. Tradycyjnie pisane nr telefonu zajmuja po prostu zbyt duzo miejsca. Poza tym, cyfry pisane "samotnie" wg. Chinczykow nie wygladaja estetycznie i burza harmonie. Wola być pisane po chinsku tylko jako liczebniki w nazwach wlasnych (np. Czwarta Sluza na kanale, Pierwsze Liceum Pekinskie)...
W oknie praktycznie kazdego prywatnego mieszkania nigdy nie ma firanek i zaslon, a na suficie obowiazkowo pali sie sinoniebieska lampa diodowa, a u bogatych trupiobezowa zarowa energooszczedna.. Jarzeniowek i zarowek, jako archaizmow dawnej epoki, w tym kraju już sie nie uzywa po prostu.  Za to w chinskich oknach, jak i w naszej stolycy, przynajmniej do czwartego pietra są Kraty.
A rewolucja trwa - przynajmniej mieszkaniowa. Panstwo przymusowo wybuza slumsowe hutongi, a na uzyskanym terenie prywatni developerzy masowo stawiaja 20-to pietrowe wiezowce. I każdy z nich jest inny i zgodnie z Feng-Shui bardzo często ma na dachu cos fikusnego, rozcinajacego swym ksztaltem ostra, kanciata bryle.Na kazdym wiezowcu inne "cos"...

DUZO zdjec bedzie TUTAJ

17 lutego 2009

Izrael: The Holy Land Crusade 2009 - part II


W Państwie IZRAEL są trzy dni wolne.

Pierwszy wolny dzień to piątek - obchodzą go wszyscy Muzulmane- zamykają swoje knajpy , kebab-hałsy i kafeje. Wtedy muezin z minaretu o zachodzie słońca obwieszcza FINITO. Arabowie zamykają okiennice i zajmują się dlugo i namietnie swoimi żonami. tyloma, na ile ich STAĆ - bo mogą sobie wziąć TYLKOv tyle, na ilu żen utrzymanie ich stać - to nie jest taka ot, samowolka, kto sobie ich po prostu więcej nagrabi :)

Drugi dzień wolny to sobota. wiadomo- szabas. W ten dzień każdy pobożny Żyd nie wychyla nosa z domu, nawet nie wspominając o prowadzeniu jakiegoś biznesu. Wtedy wszystkie wylotówki z miast obstawione są przewoźnymi kramami z kwiatami.. Strumienie, gąszcze, strugi kwiatów na ulicach.. Każdy pobożny Żyd w szabas przystraja swój dom kwieciem.  w piatek wieczorem, o zmroku, zamiera cały Izrael.. Zamierają ulice, dworce, nie jeżdżą autobusy, samochody.. Do niedawna NIE WOLNO było w Szabas wyjeżdżać nawet karetkom pogotowia i Straży Pożarnej, jednak Kneset po długich obradach zezwolił w końcu na to ustępstwo.

Trzeci dzień wolny to niedziela. Obchodzi go aż całe 2% populacji Izraela - jednak w tym państwie słowo WIERZĘ oznacza ZAWSZE: PRAKTYKUJĘ !!!
Więc są tam takze całe dzielnice chrześcijańskie, które zamierają handlem w niedzielę. Ale no problem, zawsze mozna przejść się na kebab do Araba :) Oczywiście tylko koszerny.
Wszysko musi być dopasowane - Arab, Żyd, Chrześcijanin (nie katolik!!) egzystują we wspólnej stazie, która przypomina dobrosąsiedzkie stosunki trzech kolesi siedących tyłkami na tym samym, gorącym wulkanie. Póki żaden z nich się nie sparzy, wszystko działa jak trzeba..

Czwartą siłą są Palestyńczycy..

15 lutego 2009

Izrael: The Holy Land Crusade 2009 - part I


Mieszkalem tydzień w Ziemi Świętej.

Niektórzy nazwywają to miejsce na Ziemi IZRAELEM.
Mieszkalem tydzien w Betlehem (Betlejem) - tam, gdzie narodził się pewien człowiek: dla jednych po prostu kolejny prorok, dla innych bardzo mądry i dobry Rabin, dla jeszcze innych, których w Izraelu jest zaledwie 1%, wcielenie Boga Żywego na Ziemi.

Przez tydzien wlóczyłem się po miejscach, w których nauczał, gdzie dzielił chleb i ryby, dotykalem miejsc, w których w wino wodę zamienial. Plywalem po Morzu Galilejskim, widzialem zburzone mury Jerycho, widzialem umierające Morze Martwe...

Ale mieszkałem tydzień w GETTCIE. Autonomia Palestyńska Betlehem to DOKŁADNIE to samo, co getto warszawskie.
Teraz Izraelscy Żydzi robią DOKŁADNIE to samo Arabom, co Hitlerowcy robili Żydom w gettach. NAwet lutowe plakaty wyborcze posługują się tym samym sloganem, co Hitler w latach 30-tych: TRZEBA WRESZCIE ROZWIĄZAĆ KWESTIĘ ARABSKĄ!

Betlehem to skrawek ziemi niczyjej, POZA państwem Izrael. jest w samym centrum tego państwa. Ma rozmiary 5 na 15 km. Otoczone jest betonowym murem, wysokości 10m, na którym są co 30 m wieżyczki strażnicze. Żaden Izraelczyk nie ma prawa wjechać na teren Autonomii, chyba że z misją wojskową. Żaden Palestyńczyk niema prawa wyjechać z Autonomii.

Jeśli już musi, np. jest zatrudniony w oddalonej o 5 km Jerozolimie (Jerusalheem) musi posiadać przepustkę, na której ma wypisane, dla kogo pracuje, gdzie dokladnie, i w jakich dniach. Jesli zostaje zlapany gdzie indziej, czapa.


Brama ze stali do Jerozolimy.. (może to Ósma Brama Jeruzalem??) Dookoła mur z wieżyczkami strażników.. I TRZY budki kontroli granicznej po drodze. A to jeszcze była droga tylko dla personelu dyplomatycznego i prasowego.

Ja sam, kazdego dnia, przekraczajac granice MURU, codziennie musialem odpowiadac na kilkanascie wciaz tych samych pytan.. Dla kogo pracujesz? Kogo znasz tu i tam? Dlaczego jestes w Izraelu? Czy ktos ci cos przekazal? Czy umiesz obslugiwac karabin UZI?




Autonomia Żyje! A samochody z takimi żółtymi rejestracjami mają ZAKAZ jeźdżenia po terenie Izraela. Mogą jeździć po dzielnicy 5x15km. Całe życie


Ziemię świętą przejechalem, przewędrowalem z pewnym Franciszkaninem, który mieszkał już tam poonad osiem lat. Kurzył jak ruski czołg, psikal zakatarzony grypą - bo to środek zimy przecież - tylko 15 stopni rano :) Zelówki tenisówek zdarły mi się kompletnie, tak że połowę drogi przewędrowalem praktycznie boso. Niesamowite wrażenie, czyć pod bosymi stopami te same miejsca, kamienie, po których stąpał pewien rabin z Nazaretu niecałe 2 tysiące lat temu..

A czy wiecie, że w Ziemi Świętej nie obowiązuje piątkowy post? To zbyt świeta ziemia, by na niej pościć.. Każdy, kto odbędzie do niej pielgrzymkę, dostaje zupełne odpuszczenie grzechów, jakie by one nie były.. Warto w takim miejscu zrobic w ciszy i spokoju przegląd własnego życia.. Niektorzy nazywają to rachunkiem sumienia..
Więc w ciszy sumienia przeglądałem tam to, czego żałuję, co chciałbym zrobić inaczej, czego nie powinienem zrobić w swoim życiu. Jest tego trochę. Ale trzeba być Bogiem, żeby w momencie decyzji wiedzieć, czy to będzie dobre, czy złe..

Przy okazji oczywiście z dwoma klerykami wloczylismy sie po ortodoksyjnej zydowskiej dzielnicy, gdzie w szabas wolno wychodzic tylko  w rudej, futrzanej lisiej czapie, wdepnelismy na izraelska zadyme i nawiedzona nauczycielke ze Slwacji (2 lata in Israel), Widzielismy wszystkie Siedem Bram Jerozolimy (wraz z ósmą, Złotą Bramą, zamurowaną od czasów powstania murów, by w Dzień Sądu być otwartą..

Widzieliśmy setki miejsc, zarzeń, które są tak podporzadkowane w Izraelu religii, jak cena sera w naszym supermarkecie. Po prostu zamawiasz, nie patrzysz na nią. To samo jest tam - w Izraelu, wszystko o czym powiedzieli Prorocy, po prostu JEST. JEST powiedziane i takim zostaje do końca świata.

I widzialem grob Izaaka, i widzialem groby wielu prorokow. I widzialem Ostatnia Sciane Swiatynii, ktora niektorzy nazywaja Sciana Placzu. Czulem pod dotykiem dloni jej cieplo i moc miliardow modlitw, kazdej innej, kazdej skupionej na tych kilku kamieniach..

I widzialem swiętą Torę w bibliotece, i widziałem strażnika biblioteki z UZI, w koszulce z oczami ninja na plecach, siedzącego i czytającego psalmy. A zupełnie nad nim, po górnych deskach regałów biblioteki, spacerowały golebie..  I dostalem od starego, pejsatego, siwego Zyda w bibliotece swieczke, ktora mam zapalic w domu dla rodziny. Na szczescie.

26 września 2007

Grecki kontrakt: Kalinichta ;D

Wredne greckie powiedzonko :) ...pierwszy raz mi sie je udalo przetlumaczyc - ten grecki idiom tak ladnie na polski z rymem, wiec sie pochwale, a co mi tam :D
"Kalinichta, kise mu tin nichta"

czyli:

"Dobranoc, pocałuj mnie tam gdzie najciemniej, tak na noc" ;)

Zegnaj Grecjo - mam Ciebie dosyc na najblizsza pieciolatke :)